Treść strony

 

Życie w zachwycie – Barbara Zarzecka

Biorę do ręki tę niewielką książkę i zerkam na cytat: „Jestem człowiekiem szczęśliwym. Mnóstwo rzeczy mnie zadziwia i zachwyca – w ogóle życie jest fascynujące!”. Z okładki uśmiecha się do mnie przystojny gość ubrany w kolorowy sweter w paski, na głowie ma beżową, wełnianą czapkę o grubym, ozdobnym splocie, spod której wystają niesforne dredy, na nosie – wąskie okulary przeciwsłoneczne. Wygląda jak lider zespołu reggae – myślę. Do i tak niezwykle barwnego, pogodnego zdjęcia grafik dodał akcenty soczystej, żywej zieleni –– mojego ulubionego koloru, który jest symbolem nadziei, wiosny, radości… Jest pozytywnie, jest radośnie, jest moc! Zatem możemy śmiało powiedzieć, że okładka jest idealną ilustracją dla książki, która nosi tytuł „Życie w zachwycie”.

Wszystko byłoby wspaniale, a czytelnik mógłby pomyśleć, że to jakiś cudowny poradnik z cyklu „jak być szczęśliwym?”, tylko ten podtytuł… Te straszne słowa, które tu zupełnie nie pasują, które wręcz kłują w oczy: „Życie w zachwycie. Bez wzroku i słuchu”. „Czy takie życie może mieć jakikolwiek sens, znaczenie? Po co wstawać, jeśli się nie widzi? Po co się budzić, jeśli się nie słyszy?” – prowokacyjnie pyta we wstępie autorka, Agnieszka Majnusz. Odpowiada jej Krzysztof Wostal – przedsiębiorca, pedagog, nauczyciel, szkoleniowiec, społecznik, ojciec, pasjonat nowoczesnych technologii, kolei i podróżowania, głuchoniewidomy; aktywny działacz na rzecz osób z niepełnosprawnościami sensorycznymi. Obecnie jest związany z Fundacją Transgresja, dodatkowo od października zeszłego roku – czyli trzy lata po wydaniu książki – działa jako pełnomocnik ds. osób niepełnosprawnych w Mysłowicach.

„Życie w zachwycie” to wywiad rzeka, który biegnie wartko jak górski strumyk, nie przytłacza ani długością, ani treścią. Mam jednak nieodparte wrażenie, że to przede wszystkim zasługa charyzmy bohatera – który zresztą bynajmniej bohaterem się nie czuje. „Zaczynając lekturę, obawiałem się, że książka na siłę będzie mi pokazywać wyidealizowany świat człowieka z ograniczeniami. Na szczęście się myliłem. Jest prawdziwa do bólu…” – czytamy opinię z okładki. Ja również bałam się, że będziemy mieli do czynienia z człowiekiem, który góry przenosi, przeszkód nie widzi i koniecznie trzeba z niego brać przykład. Krzysztof Wostal jednak wspaniale broni się przed heroizacją. W wielu miejscach rozmowy podkreśla, że jego życie jest zwyczajne, że owszem jest szczęśliwy, uważa, że dużo w życiu osiągnął, ale też popełnił wiele błędów. Powtarza, że nie lubi tego, jak robi się z osoby niewidomej bohatera tylko dlatego, że poszła po bułki do sklepu. Zwraca też uwagę na to, że ludziom często zdarza się do hymnów pochwalnych wplatać niepełnosprawność, mówić np. „Pomimo że jest pan taki niepełnosprawny, zrobił pan dobre szkolenie”. To sprawia mu przykrość.

Jak smutno, szczególnie świeżo po lekturze „Życia w zachwycie”, natrafić w internecie na opis tej publikacji stworzony przez wydawnictwo: „Książka przedstawia nam wyjątkowego człowieka, który potrafi zachwycać się życiem, mimo że jest głuchoniewidomy”. Tak jakby niepełnosprawność powinna w człowieku gasić wszelki płomień…

Krzysztof mówi, że nie czuje się niepełnosprawny, raczej uważa, że po prostu w pewnych sytuacjach ma ograniczenia, że głuchoślepota jest jego cechą, podobnie jak blond włosy czy wysoki wzrost. Jest to właściwość, która czasem utrudnia życie, powoduje, że niektóre czynności trzeba wykonać inaczej, ale bywa też bodźcem do działania, przynosi coś dobrego, pozytywnego, pomaga poznawać nowych ludzi itp. W pewnym momencie nasz „niebohater” mówi: „Oczywiście głuchoślepota pociąga za sobą innego rodzaju konsekwencje niż na przykład płaskostopie. Bywa więc poważnym ograniczeniem, nie czarujmy się, ale trzeba nauczyć się z nią żyć. Wiąże się to z tym, że albo ją zaakceptuję i wtedy mogę iść do przodu, albo jej nie zaakceptuję i wtedy mogę tylko siąść, użalać się nad sobą i nie robić nic”.

Wybrał więc tę pierwszą opcję. Oczywiście wspomina o chwilach zwątpienia, o tym, że czasem nie chce mu się walczyć z systemem, a nawet wstać z łóżka, ale to są tylko chwile. Chyba każdy tak ma – mówi.

Jednak chyba nie każdy – to już dodam od siebie – ma taką życiową odwagę i siłę wewnętrzną. Krzysztof nie boi się próbować, uważa, że każde niepowodzenie, trudne doświadczenie czegoś nas uczy, do czegoś nas przybliża. Kiedy jest bliski rezygnacji, przypomina sobie anegdotę o Edisonie, który przeprowadził ponad jedenaście tysięcy prób, zanim żarówka zaczęła działać. Po pięciu tysiącach porażek zapytano go, dlaczego nie rezygnuje. Odpowiedział: „To nie są porażki. Znalazłem tylko pięć tysięcy sposobów, które nie działają. Dzięki czemu jestem o pięć tysięcy prób bliżej rozwiązania”.

Tak, zgadzam się z Krzysztofem – to rewelacyjne podejście. Warto poznać ten styl myślenia i spróbować wdrożyć do swojego życia. Bo jak w posłowiu pisze Grzegorz Kozłowski, były prezes Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym – „Wchodzenie na obszar, który jest nam nieznany, jest zawsze ryzykowne, ale jeśli tego nie będziemy robić, to stoimy w miejscu, cofamy się”. Odwagi zatem! Czytajcie i zachwycajcie się życiem!

Barbara Zarzecka

 

Książka „Życie w zachwycie. Bez wzroku i słuchu”, opublikowana przez wydawnictwo Edycja Świętego Pawła w 2017 r., dostępna jest również w wersji dźwiękowej, czyta Julia Kołakowska-Bytner i Wojciech Żołądkowicz (czas trwania: 3 godz. 30 min.)