Treść strony

 

Różowe cudo – Izabela Galicka

Była nietuzinkowa, wszechstronnie utalentowana i na wskroś indywidualna. Stworzyła niezapomniane kreacje w filmie, kabarecie i teatrze. Absolwentka warszawskiej ASP, zdradziła sztukę dla aktorstwa, ale mimo to całe jej życie było sztuką. Krystyna Sienkiewicz – aktorka śpiewająca, artystka, miłośniczka zwierząt i bibelotów – jej charakterystyczny głos znała cała Polska. Nie wszyscy jednak wiedzą, że prawie przez całe życie zmagała się z daleko posuniętym niedowidzeniem, prawie na granicy ślepoty. Inna sprawa, że artystka się tym jakoś specjalnie nie chwaliła i wypracowała sobie tylko właściwe metody funkcjonowania w świecie. Chociaż były takie momenty w jej życiu, że nie widziała stojącego przed nią… mikrofonu.

Dzieciństwo Krysi nie należało do szczęśliwych. Jej rodzina pochodziła spod Grodna, ale ona sama urodziła się w Ostrowi Mazowieckiej 14 lutego 1935 roku. Otoczona miłością ukochanych rodziców i brata, filigranowa dziewczynka, zawsze pogodna, ubóstwiała misie i lalki i zadziwiała dorosłych swoimi pomysłami. Tę sielankę przerwała wojna. Straciła dom rodzinny, ojciec, działacz AK został zamordowany w obozie koncentracyjnym, a mama zmarła w wyniku nieudanej operacji. Krysię rozdzielono też z ukochanym bratem, Rysiem, którego odesłano do domu dziecka. Musiała więc szybko dorosnąć. Wzięły ją najpierw ciotki z Burzan, potem ciotka Nina, z którą zamieszkała w niewielkim domku w Szczytnie. To właśnie Mazury i ich krajobrazy staną się pierwszą turystyczną miłością Krystyny i pozostaną w jej pamięci na zawsze. Dużo czytała (od czwartego roku życia), domalowywała postaciom z książek uśmiechy, a lalkom wielkie, tęskniące oczy. Miłość do lalek też pozostała w niej na zawsze, ukochanymi jej postaciami były Pierrot i Kolombina.

Kochała wszystkie formy aktywności, przez które mogła wyrażać swoje liczne talenty – malowanie, rysowanie, haft, a także śpiew i taniec. Brała udział we wszystkich szkolnych przedstawieniach, zazwyczaj jako solistka, bo była… malutka! Śliczna, dziewczęca, w różowej sukience – po prostu różowe cudo, jak powiedział o niej jeden z recenzentów.

Krystyna ukończyła łódzkie liceum z dyplomem, a po maturze dostała się na Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie. Miała zaledwie szesnaście lat, studia zawsze wspominała jako fantastyczny czas w życiu – kiedy mogła spotykać się z prawdziwymi artystycznymi duszami. No i oczywiście wtedy zaistniał w jej życiu legendarny STS (czyli Studencki Teatr Satyryków). Trafiła tam przypadkiem, zastępując chorą koleżankę, i… już została. Pierwsza sztuka, w której grała, to „Szopa betlejemska” Andrzeja Jareckiego z 1957 roku.

Krystyna wówczas projektowała scenografie, ilustrowała czasopisma dla dzieci i szyła stroje własnego pomysłu. Stopniowo jednak aktorstwo zabierało jej coraz więcej czasu i energii – musiała przewartościować swoje życiowe priorytety – i tak z półformalnego, choć słynnego kabaretu studenckiego trafiła na deski warszawskiego Ateneum. Jednak to w STS-ie narodziła się wieloletnia przyjaźń z Agnieszką Osiecką i pierwsze damsko-męskie relacje.

Artystka zawsze kochała przyrodę, dlatego też nabyła niewielką posiadłość nad Świdrem i urządziła tam według własnego gustu Chatę – dom i sklepik, w którym można było nabyć jej niepowtarzalne rękodzieła: obrazy, lalki, haftowane firanki i inne bibeloty, noszące na sobie znamię tej artystycznej duszy. Dom nad Świdrem to był jej azyl i królestwo, a także miejsce schronienia dla rzeszy bezdomnych psów i kotów, które artystka przygarniała przez całe swoje życie. Pod jej czułą opieką odzyskiwały nie tylko zdrowie i piękną sierść, ale też zaufanie do ludzi, odwzajemniając starania swojej pani bezgranicznym przywiązaniem. Do tego niezwykłego domu trafiła także kiedyś prosto ze szpitala chora dziewczynka – Julia– później ukochana córka aktorki. Właśnie ze względu na nią aktorka zdecydowała się na zakup dużego domu z ogrodem w Warszawie.

Krystyna Sienkiewicz była dwukrotnie zamężna, jeden związek zakończył się rozwodem, drugi śmiercią ukochanego Andrzeja. Jak wspominała artystka w jednym z wywiadów telewizyjnych, jej mężczyźni musieli być zawsze piękni, mieć jasne, niebieskie oczy i piękne ręce… Sama Krystyna Sienkiewicz wielokrotnie podkreślała z uśmiechem, że jej rodzina jest bardzo nietypowa – to przybrana córka, ulubiona gosposia oraz ukochane zwierzęta.

Historia choroby oczu Krystyny Sienkiewicz rozpoczyna się od roku 1989. Wtedy to, zupełnie nagle i pozornie bez określonego powodu, straciła dużą część widzenia. Przyczyną były prawdopodobnie przemęczenie pracą i stres, to spowodowało wylew, który uszkodził oczy. Diagnozy jednak były różne i sprzeczne ze sobą, mówiono nawet o… gruźlicy oczu. Leczenie, uciążliwe i długotrwale, nie przynosiło pożądanych efektów. Pani Krystyna, osoba niezwykle twórcza i ruchliwa wspomina je jako gehennę. Trudno jej było zaakceptować ograniczenia, jeszcze trudniej rolę bezwolnej pacjentki. A przecież przy tym normalnie pracowała, tyle że… prawie nie widząc. Wyjazd z kabaretem Olgi Lipińskiej do Stanów Zjednoczonych na występy wspominała jako koszmar – trzeba było przecież się orientować w zupełnie nieznanej, nowej rzeczywistości. Na szczęście, po wielu próbach u bioterapeutów i innej maści znachorów trafiła do Katowic, do profesor Gierek-Łapińskiej. Był to właściwie ostatni moment, żeby uratować Krysi wzrok. Dna oczu były zgniłe, plamka żółta uległa degeneracji. Leczenie trwało trzy lata, ale resztkę wzroku udało się ocalić. Mimo niedowidzenia w stopniu głębokim, artystka nie załamała się, nie zrezygnowała także z działalności twórczej. Nie używała białej laski ani żadnych innych pomocy. Opracowała sama dla siebie taki system poruszania się i patrzenia, że nieznający jej rozmówca nie domyśliłby się nigdy, iż ma do czynienia z osobą prawie niewidomą. Ograniczenia wzrokowe wpłynęły jednak na to, że musiała zrezygnować z czytania ukochanych książek i pisania. Przysparzały także trudności podczas podróżowania. Roli uczyła się z kartki, na której grubym flamastrem zapisywała wielkie litery. Odczytywała je, trzymając kartkę bardzo blisko oczu. Również ulubione czynności, takie jak szydełkowanie czy haft, znalazły się poza jej zasięgiem. Nie zrezygnowała jednak z malowania – jej ukochany dom zapełniły obrazy fantastycznych stworzeń, łagodnych, wielkookich i nieco smutnych. Gdy była na scenie, ważne dla niej było korzystne oświetlenie i wcześniejsze zapoznanie się z układem przestrzennym. Mimo wszelkich utrudnień, rekompensowała niedostatek wzroku przy użyciu wszystkich innych zmysłów i funkcjonowała prawie normalnie. „Nic mi nie wysiadło, tylko oczy mi wysiadły” – sama o sobie mówiła z humorem. Na pewno w zaakceptowaniu rzeczywistości pomogło jej grono życzliwych przyjaciół, ale przede wszystkim sława i rozliczne talenty, które domagały się dalszego rozwoju. Mimo wszystko.

Śpiew, taniec, aktorstwo – to zawsze były jej pasje, które łączyła w sobie tylko właściwy, niebanalny sposób. Dlatego była niekwestionowaną królową estrady. Od dziecka pisała, na przykład teksty piosenek i książeczki, które sama też ilustrowała. W dorosłym życiu napisała dwie książki autobiograficzne. Przez wiele lat trwała jej przygoda z Polskim Radiem. Trafiła wraz z najlepszymi do Ilustrowanego Magazynu Autorów. Niestety, kłopoty ze wzrokiem przyczyniły się do zakończenia współpracy.

Grała w teatrze – i to nie tylko postacie komediowe, z którymi ją zazwyczaj kojarzymy, ale także dramatyczne. Zarówno na deskach warszawskich teatrów, jak i w Teatrze Telewizji stworzyła wiele oryginalnych i niezapomnianych kreacji. Pamiętamy ją przecież chyba wszyscy z „Niech no tylko zakwitną jabłonie”. Zapisała się też w dziejach filmu polskiego – przeciętny widz kojarzy zapewne „Rzeczpospolitą babską” i szeregowca Anielkę oraz zwariowaną nieco mamusię w serialu familijnym „Rodzina Leśniewskich”. Jednak jej cudowny talent komiczny w połączeniu z lirycznym swój najpełniejszy wyraz znalazł chyba w kabarecie. Występowała u „Starszych Panów” i „Pod Egidą” Pietrzaka – partnerowali jej najlepsi polscy aktorzy. I wreszcie wieloletnia współpraca z niezwykle popularnym kabaretem Olgi Lipińskiej.

Artystka była także znana w środowisku… ze swoich dobrych uczynków! Zawsze ją wzruszał los opuszczonych, pokrzywdzonych, niepełnosprawnych… ludzi, ale może jeszcze bardziej naszych braci mniejszych. Brała udział w licznych artystycznych inicjatywach, z których dochód był przeznaczany na cele charytatywne, pomagałafundacjom, wykorzystując swoje nazwisko i sławę – zbierała pieniądze dla potrzebujących.

12 lutego 2017 roku odeszła od nas istota niezwykła. I jako artystka, i jako człowiek. Urocza, inteligentna, zabawna. Ciepła i kobieca. Taką ją będziemy zawsze pamiętać. Niepowtarzalny timbre jej głosu na szczęście został utrwalony na taśmach. Do jej twórczości trzeba dojrzeć – dziś, kiedy słucham wykonywanych przez nią piosenek, odkrywam w nich głęboką mądrość ukrytą pod pozorem lirycznego żartu.

Izabela Galicka

 

Co o Krystynie Sienkiewicz pisali inni artyści?

Agnieszka Osiecka, „Dom jak wyobraźnia”:

„Wyobraźnia Krystyny jest poetycka, stąd wielość suszonych kwiatów, zgrzebne firanki w haftowane motyle, ciemne łoża przywleczone gdzieś z odległej wioski… Wyobraźnia Krystyny jest nieco złośliwa i przekorna – także w stosunku do samej właścicielki, stąd obecność kiczydeł różnych, makatek podejrzanych, ohydek rozmaitych, a także pewnej kukły z teatru rodem, jako żywo przypominającej naszą Artystkę i Gospodynię”.

 

Jan Jakub Należyty, „Życiorysy”:

Chodzą po świecie życiorysy,

w tym pośpiechu twarze krzywią,

jeden kudłaty, drugi łysy,

chodzą po świecie i się dziwią.

 

Podróżni różni śpią w wagonach,

koleje losu ich prowadzą,

a pociąg mknie po życia torach,

dopóki z szyn ich nie wysadzą.

 

A ja tam serce mam gołębie,

jak artystka się prowadzę,

choć słaba w oczach – mocna w gębie,

jakoś w życiu sobie radzę.

 

Upływu czasu ja nie liczę,

bo ciągle jestem piękna, młoda,

mieszkam w Warszawie na Płatniczej

i nic mi ująć, i nic dodać.

 

Byłam na całym bożym świecie,

setki wytarłam kuluarów,

i w Ameryce, i w powiecie.

Krystyna S. z Krainy Czarów. […]

 

A gdy mnie wezwie Bóg staruszek

i bosa stanę u bram raju,

powiem mu: Boże, wracać muszę,

mam dwie imprezki w Biłgoraju. […]