Treść strony

 

Przesłanie więźnia 149894 – Barbara Zarzecka

Patrzę z czułością na śpiącego, nastoletniego już syna i cieszę się, że ma taki spokojny, głęboki sen. Uświadamiam sobie, że mimo różnych kłopotów, z jakimi musiał się zmierzyć jako przedszkolak, a potem uczeń szkoły podstawowej, miał naprawdę szczęśliwe dzieciństwo. Wiem, że dla wielu ludzi to luksus. Wracam myślami do przeczytanej niedawno książki, przed oczami mam przerażające obrazy, które – wiem to na pewno – wryły mi się w pamięć już na zawsze i będą wracać w najmniej spodziewanych momentach.

Na przykład ten: „– Babciu, gdzie my jesteśmy? – ponawiam pytanie, niepewnie rozglądając się wokół. Ostre światło lamp oświetlających peron sprawia, że jest na nim tak jasno jak w dzień. Widok żołnierzy trzymających wycelowane w nas karabiny i donośne szczekanie psów powodują, że mimo zapewnień babci, iż nie pozwoli nas skrzywdzić, znowu zaczynam się bać. Psy trzymane przez żołnierzy wcale nie przypominają tych, które pamiętam z naszej wioski. Są od nich dużo większe i wyglądają na bardziej groźne. Kiedy zbliżamy się do początku peronu, gdzie na podwyższeniu stoi jakiś mężczyzna w czarnym mundurze, mocniej ściskam dłoń babci. Najchętniej uciekłbym z tego miejsca, w którym śmierdzi tak bardzo, że aż trudno oddychać. Jednak wiem, że natychmiast zostałbym złapany przez któregoś z żołnierzy, a może nawet puszczono by na mnie jednego z tych ogromnych psów o ostrych, długich zębach”.

W ten sposób właśnie rozpoczyna się najtrudniejszy rozdział w życiu Griszy Żukowa (vel Grzegorza Tomaszewskiego), rozdział pełen makabrycznych scen, okrutnych ludzi, wyzutych z resztek człowieczeństwa, i traumatycznych zdarzeń, które nie powinny nigdy mieć miejsca. Niestety, choć wielu osobom trudno było w to uwierzyć (o czym dowiemy się już we wstępie), historia przedstawiona w książce „Chłopiec, który przeżył Auschwitz” jest prawdziwa.

Kiedy ojciec małego Griszki, Awakun Żukow, dowódca jednego z oddziałów partyzanckich działających w lasach niedaleko ich rodzinnej wsi Latigowo (położonej na terenie dzisiejszej Białorusi), zostaje zastrzelony, pięcioletni chłopczyk wraz z resztą rodziny, mamą, babcią, dwiema siostrami i bratem, trafia do Auschwitz. Od tego momentu staje się numerem 149894, a głód, brud i strach towarzyszą mu na każdym kroku. Historię jego życia spisał Tomasz Wandzel, niewidomy pisarz z Prabut, który ma na swoim koncie kilkanaście powieści, głównie z wątkami historycznymi lub kryminalnymi.

„Chłopiec, który przeżył Auschwitz” to książka, której największą wartością i najsilniejszym magnesem jest treść. Biografia ta  – jak wiele innych podobnych tytułów z działu „literatura obozowa” – sprawia, że w głowie czytelnika pojawia się jeden wielki znak zapytania, który wierci dziurę w sercu, nie pozwala odłożyć lektury, a potem nie daje zasnąć. Nie można o niej powiedzieć „podobała mi się”, „wciągnęła mnie” czy, nie daj boże: „ale fajna”. O takich publikacjach mówi się: „wstrząsająca”, „porażająca”, „zostająca w pamięci na zawsze”. Trudno więc szukać w niej niedociągnięć, ponieważ bledną, kiedy skupimy się na opowiadanej historii. Coś jednak uwierało mnie podczas lektury i być może przeszkadzać to będzie innym czytelnikom. Mianowicie: sposób narracji, w którym dziecko buduje zdania jak dorosły. Z czasem jednak dałam się wciągnąć w tę konwencję, przyjmując, że to taki zabieg literacki, który owszem, dodaje opowieści dramaturgii, ale też sprawia, że czytający ma poczucie bliskości emocjonalnej, a jednocześnie utożsamia się z bohaterem na poziomie intelektualnym. Dodatkowo razem z nim wędruje przez życie, razem z nim przechodzi przez traumę. W każdym razie ja nie mogłam pozbyć się wrażenia, że idę obok tego malucha, że trzymam go za drobną rączkę, w milczeniu słucham jego przerażającej opowieści i ukradkiem ocieram łzy. Było to bardzo trudne doświadczenie, ale na pewno potrzebne.

Być może uważnego czytelnika zaniepokoi również fakt, że chłopiec rozumiał wszystkich dorosłych, w tym hitlerowców, mówiących przecież po niemiecku. Owszem, pewnie można by było i to dopracować, ale myślę sobie, że chyba nie o precyzję języka w tej książce chodzi, ale – jakkolwiek by to górnolotnie nie zabrzmiało – o prawdę. O to, byśmy pamiętali i nie powtarzali błędów.

O to zresztą apeluje dorosły już Grisza na stronie Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu: „Świat i życie na nim niech będzie ostoją dla wszystkich ras ludzi oraz ich wyznań. Dominacja człowieka nad człowiekiem czyni wiele upokorzenia, dyskryminacji, zagłady, zniewolenia oraz braku człowieczeństwa. Doznałem cierpienia, zniewolenia, odebrano mi radosne dzieciństwo. Pokolenie zła niech swoje miejsce w piekle ma. Pokolenie nowe niech tkwi w odnowie wzajemnego zrozumienia i poszanowania. Zamiast kolczastych drutów obozowych, niech rośnie kolczasta róża. Przesłanie więźnia 149894”.

 

Tomasz Wandzel (ur. w 1975 roku w Głuchołazach) – pisarz, autor reportaży, opowiadań i powieści, a także copywriter. Zdobył kilka wyróżnień i nagród w konkursach literackich, m.in. I miejsce w Ogólnopolskim Konkursie na Reportaż Prasowy im. Macieja Szumowskiego (2010). Do tej pory wydał następujące książki: „Dom w chmurach” (2011), „Hycel” (2012), „Grzeczna Dziewczynka” (2013), „Żółty długopis” (2017), „Czyste Zło” (2018), „Córka Zakonnika” (2019), „Zwłoki przy molo” (2020), „Kłamstwa i sekrety” (2021), „Chłopiec z Kresów” (2020), „Chłopiec, który przeżył Auschwitz. Historia prawdziwa” (2021), „Dotrzeć do prawdy” (2022) i „Chwila prawdy. Niewiarygodna historia Krystyny Górskiej” (2022). Jest osobą ociemniałą – wzrok stracił w wyniku postępującej jaskry w wieku 23 lat. Jest żonaty, ma dwóch synów.

Jego książka „Chłopiec, który przeżył Auschwitz. Historia prawdziwa” dostępna jest również w formie audiobooka. Czyta Filip Kosior.


Artykuł publikowany w ramach projektu „TYFLOSERWIS 2021–2024 INTERNETOWY SERWIS INFORMACYJNO-PORADNICZY", dofinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.